Strona:PL Henryk Sienkiewicz-Pisma zapomniane i niewydane.djvu/307

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —  296  —

    i świeża boleść ludzka, utrudniała dziwnie moje zadanie. Jakże tu przyjść uchylić całun i rozpocząć zimną analizę, która będzie może raniła ową boleść? Z drugiej strony — co napisać, jeśli okaże się, że te pierwsze próby są czczym, nie zasługującym na żadną uwagę objawem powszechnej, zwłaszcza u kobiet, gorączki literackiej? Co napisać, jeśli dostrzegę, że niema w nich nic oryginalnego, że to tylko słabe odbicie przeczytanych książek, zasłyszanych pojęć i zapożyczonych sentymentów, wtłoczone w konwencjonalną formę powieści? Wszakże tak bywa najczęściej! Są przecież autorowie, nawet zażywający pewnej wziętości, którzy całe życie nie dają inaczej nic, jak z drugiej ręki.
    W miarę jednak, jak czytałem książkę, obawy moje zmniejszyły się i wreszcie znikły. Są to pierwsze próby? Tak! Dużo w nich nierówności. Sama faktura chwilami jest, bo musi być, naiwna. Ale od pierwszego rzutu oka zaraz spostrzeżesz, że mają one jeden pierwszorzędny i nieoceniony przymiot, którego często nie posiadają utwory nierównie lepiej zrównoważone, to jest: szczerość. Autorka nie dlatego pisze, że przed nią napisał ktoś taką a taką powieść, taką a taką nowellę, stworzył taki lub owaki efekt, poruszył pewną tezę, ale dlatego, że bezpośrednio odczuwa życie. To nie są wypracowania na wymyślony temat, to są wrażenia z pierwszej ręki, takie żywotne, że rozsadzają nawet tę konwencjonalność, która leży koniecznie w samej formie powieści lub nowelli. W pierwszej powiastce,