Strona:PL Hans Christian Andersen - Książka z obrazkami bez obrazków.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiadała, ale śmiała się przytem, wtedy zapytałem, czy może na to przysięgnąć! Nie mogła, i stąd wiem, że ta cała historya o bocianie to tylko wymysł dla nas dzieci.“ — „Ale skądżesz mogłoby małe przychodzić?“ pytała dziewczynka. — „Sam Bóg je przynosi,“ rzekł chłopak, „niesie je pod płaszczem, a ponieważ żaden człowiek Boga widzieć nie może, więc i my nie możemy widzieć, jak je przynosi!“ W tej samej chwili powiew wiatru poruszył gałęziami dzikiego bzu, dzieci złożyły dłonie i spojrzały sobie w oczy; to był z pewnością Bóg, który maleństwo przynosił. I wzięły się za ręce; w tejże chwili otworzyły się drzwi i wyszła sąsiadka: „Wejdźcie,“ rzekła, „i zobaczcie, co wam bocian przyniósł; jest tam braciszek!“ Dzieci skinęły główkami, one przecież wiedziały już, że on przybył.“


Piętnasty wieczór.


„Ślizgałem się promieniami swymi poprzez luneburskie żuławy,“ mówił księżyc, „stała tam przy drodze samotna chata; kilka nagich krzaków rosło w pobliżu, a w nich śpiewał jakiś zbłąkany słowik. Zimno nocy musiało go zabić; słyszałem jego łabędzi śpiew. Poczęło świtać i nadciągnęła karawana chłopów emigrantów, którzy podążali do Bremy i Hamburga, aby tam wsiąść na okręt, który ich