Strona:PL Hans Christian Andersen - Książka z obrazkami bez obrazków.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zasługują na uwagę!“ i z temi słowami pojechali dalej. Teraz nadszedł malarz, oczy jego błyszczały. Nie mówił ani słowa, gwizdał tylko a słowiki śpiewały, jeden głośniej od drugiego. „Stulcie gęby!“ krzyknął i zaczął notować wszystkie barwy i plamy: niebieską, liliową, ciemnobrunatną! To da wspaniały obraz. Wchłonął je w siebie, jak zwierciadło odbicia przedmiotów wchłania, i gwizdał marsza Rossiniego. W końcu nadeszło biedne dziewczę, zatrzymało się na kurhanie mocarza, by spocząć, i złożyło swoje tobołki; wdzięczną bladą twarz, nadsłuchując, zwróciła w kierunku lasu, błyszczącemi oczyma spojrzała poprzez morze ku niebu, sądzę, że odmawiała swój Ojczenasz. Ona sama nie zdawała sobie sprawy z uczuć, które ją przenikały, ale ja wiem, że lata całe, nieraz chwila ta i cała otaczająca ją przyroda oczom jej duszy o wiele piękniej i wierniej ukazywać się będzie, jak malarzowi, który w określonych barwach ją sobie zanotował. Promienie moje towarzyszyły jej aż do chwili, kiedy poranny świt czoło jej ucałował!“


Ósmy wieczór.


Ciężkie chmury wisiały na niebie, tak że księżyc swymi promieniami zupełnie nie mógł się przez nie przedrzeć, i ja stałem podwójnie samotny w mojej małej izdebce i patrzyłem