Strona:PL Hans Christian Andersen - Kalosze szczęścia.djvu/19

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Przed sobą radca zobaczył latarnię zapaloną i ogromny, piękny dom, poznał go, a także ulicę Północną. Dwa kroki od niego znajdował się stróż nocny.
    — Boże mój! Wszak to wszystko musiało być snem. Wszak jestem na ulicy Północnej.
    — Jak tu czysto i widno.
    — Dziwne to zaiste, co mogła uczynić jedna szklanka ponczu.
    Po kilku minutach znalazł się na przystani Chrześcijańskiej. Wspominając, dopiero co przeżyte okropności, radca z całego serca chwalił epokę współczesną, która nie bacząc na niedostatki, bez porównania lepsza jest od tej, w której pan radca dzięki czarom do niedawna przebywał.
    Sądzę, że każden człowiek rozumny zgodzi się w tym wypadku z radcą.