Strona:PL Guy de Maupassant - Horla.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


halucynacyi znajdowała się w danej chwili w strętwieniu.
Myślałem nad tem wszystkiem, idąc brzegiem wody. Słońce, oblewając rzekę swym blaskiem, czyniło ziemię rozkoszną, nasycało me spojrzenie miłością do życia, do jaskółek, których ruchliwość taką rozkosz sprawia naszym oczom, do ziół nadbrzeżnych, których szelest poi nasze uszy takiem szczęściem.
Powoli jednak zaczęło mną owładać uczucie jakiejś niewytłómaczonej niemocy. Miałem wrażenie, że jakaś niewidzialna siła czyni mnie ociężałym, nie pozwala mi iść dalej, w tył mnie przyzywa. Czułem owo przykre nawoływanie do powrotu, jakie nas nęka, kiedyśmy zostawili w domu ukochanego chorego, u którego się obawiamy pogorszenia.
I otóż wróciłem, mimo mej woli, pewien, że zastanę w domu złą wiadomość, list lub depeszę Nic podobnego; zdziwiłem się tem jednak i zaniepokoiłem bardziej, niż gdybym został znowu nawiedzony jakąś fantastyczną wizyą.
8. sierpnia. — Przeżyłem wczoraj straszny wieczór. Nie zdradza on się już, czuję go jednak w mej blizkości, czuję, jak mnie szpieguje, podgląda, przenika, opanowywa, straszniejszy w tem utajeniu się, niż gdyby nadnaturalnemi zjawiskami zdradzał swą obecność niewidzialną a stałą.
Spałem pomimo tego.
9. sierpnia. — Nic nowego, lecz strach mnie nie opuszcza.