Strona:PL Guy de Maupassant - Horla.djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chem razem ze mną. Jakże słabą jest nasza głowa i jak się łatwo przestrasza, jak łatwo popada w błąd, natknąwszy się na lada niezrozumiałą drobnostkę.
Zamiast powiedzieć sobie: — „Nie pojmuję, ponieważ przyczyna nie jest mi znana“ — wymyślamy zaraz Bóg wie jakie straszliwe tajemnice i nadnaturalne siły!...
14. lipca. — Rocznica Rzeczypospolitej. Wychodziłem przejść się po mieście. Cieszyłem się z salw i chorągwi jak mały dzieciak. A przecież ileż to niedorzeczności w tym nastroju radosnym pewnych ściśle oznaczonych dni. Lud jest stadem głupców, to idyotycznie cierpliwych, to zrewoltowanych dziko. Powiedzą mu: — „Masz się bawić!“ — bawi się. Powiedzą mu: — „Idź się bij z sąsiadami!“ — idzie się bić; — „Głosuj za cesarzem“ — oddaje głos cesarzowi; „głosuj za republiką“ — odda głos republice.
Ci, co nimi kierują, są także głupcami, z tą różnicą, że zamiast słuchać ludzi, słuchają zasad, które już przez to samo są głupie, jałowe i fałszywe, że są zasadami, to znaczy ideami, uchodzącemi za pewne i niezmienne — na tym świecie, gdzie nie ma nic pewnego, ponieważ światło jest złudą, ponieważ złudą jest dźwięk.
16. lipca. — Widziałem wczoraj rzeczy, które mnie otoczyły mrokiem.
Byłem na obiedzie u mojej kuzynki, pani Sablé,