Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na robotę, na barkasy wynajmują się. Taki to teraz głupi naród u nas, ojczulku Ilja Iljicz! Płótna naszego w tym roku na jarmark wysyłać nie będą — suszarnię i blechownię na klucz zaniknąłem, a Syczudze kazałem dzień i noc pilnować, aby czego pańskiego nie ukradli, — on chłop trzeźwy, a ja sam także dzień i noc pilnuję jego. Inni mocno piją i wypraszają się na „obroki“ — na wolne roboty za pewną opłatą właścicielowi. W opłatach podatkowych także braki: tego roku, ojczulku nasz, będzie mały dochodzik, pewnie o jakie dwa tysiące mniej w stosunku do zeszłego roku, oby tylko posucha ostatecznie nas nie zrujnowała. A to wyślemy, o czem Twojej Miłości piszę“.
Potem następowały zapewnienia wierności i podpis: „Starosta twój — rządca z chłopów miejscowych — najniższy rab Prokop Wytiahuszkin, własną ręką rękę przyłożył“. Z powodu nieumiejętności pisania starosty stał krzyżyk i dopisek: „A pisał to ze słów starosty szwagier jego, Demko Kriwoj“.
Obłomow spojrzał na koniec listu.
— Ani miesiąca ani roku niema — zauważył Obłomow — widocznie list od zeszłego roku leżał u starosty. Dlatego też tu i dzień św. Iwana i posucha! Przypomniał sobie!
Obłomow zamyślił się.
— Ha, jak to się panu podoba! Proponuje „jakoby ze dwie tysiączki mniej“.
Ileż to pozostanie? Ileż to ja zeszłego roku miałem? Ja nie mówiłem panu?
Aleksiejew podniósł oczy do sufitu i zamyślił się.
— Trzeba Sztolca zapytać, jak przyjedzie — ciągnął Obłomow — zdaje się, siedem czy osiem tysięcy... Źle nie zapisywać! On teraz sprowadzi