Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przyjąć zapewnienie“, formularzy urzędowych nie kazano już przedkładać po dwa egzemplarze. U nas tworzą trzy sekcje jeszcze i dodają dwóch urzędników do „osobnych poruczeń“. Komisję naszą skasowano. Dużo nowego!
— A cóż tam z naszymi byłymi kolegami?
— Tymczasem — nic. Swinkin zgubił cały zeszyt jakiejś sprawy!
— Tak? Cóż na to dyrektor? — spytał Obłomow drżącym nieco głosem.
Pamiętając o dawnej służbie, przeląkł się.
— Kazał nagrodę wstrzymać, dopóki nie odszuka. Sprawa ważna — o ściągnięcie należytości pieniężnych. Dyrektor przypuszcza, że on ją zgubił — umyślnie — szeptem prawie powiedział Sudbinski.
— Nie może być! — krzyknął Obłomow.
— Nie, nie! To niesłuszne posądzenie — potwierdził poważnie z akcentem protekcyjnym Sudbinski. — Swinkin lekkoduch tylko. Czasem czort wie, jakie wnioski robi — wszystko poplącze. Namęczyłem się z nim niemało, ale pożytku z tego niema. Ot, poprostu, zawieruszył się gdzieś cały zeszyt — potem się znajdzie...
— Tak zatem, ciągle w pracy... harujesz... — rzekł Obłomow.
— Strach! Strach! Oczywiście z takim człowiekiem, jak Foma Fomicz, przyjemnie służyć, bez nagrody nie pozostawia nikogo. O tym nawet pamięta, kto nic nie robi. Jak tylko przyjdzie komuś czas nagrody za dobrą służbę, natychmiast przedstawia go. Gdy komuś nie przyszedł jeszcze czas na wyższy stopień służbowy lub order, wyrobi dla niego nagrodę pieniężną...
— Ty ile pobierasz?