Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Mój miły Ilja Iljiczu, jedźcie! Będzie Sofja Mikołojówna z Lidją, w powozie, we dwie... W powozie jest ławeczka... gdyby pan z nami...
— Nie myślę wcale siedzieć na ławeczce, a zresztą, co ja tam będę robił?
— Jeśli pan chce, Misza drugiego konia panu da.
— Bóg wie, co się wymyśla! — prawie sam do siebie zauważył Obłomow. — Co panu tak Goriunowy siedzą w głowie?
— Ach, — krzyknął gorąco Wołkow — powiedzieć?
— Proszę.
— Nikomu pan nie powie — słowo honoru? — pytał Wołkow, siadając na kanapie.
— Słowo honoru.
— Ja... zakochałem się w Lidji — wyszeptał.
— Brawo! Dawno? Ona zdaje się taka milutka...
— Od trzech tygodni! — z głębokiem westchnieniem odpowiedział Wołkow. — A Misza zakochał się w Daszy.
— W jakiej Daszy?
— Skąd pan spadłeś, panie Obłomow? Nie znasz pan Daszeńki? Cała stolica szaleje, patrząc, jak ona tańczy! Dziś my z Miszą idziemy na balet. On rzuci bukiet... Trzeba jego prowadzić, on taki nieśmiały, niewiniątko... Ach, muszę jechać i kupić jeszcze kamelje!
— Jeszcze czego! Przyjeżdżaj pan na obiad... pomówimy. Ja mam dwa kłopoty...
— Nie mogę... Dziś jestem proszony na obiad do księcia Tiumenjewa... Tam będzie cala rodzina Goriunowych i ona... ona... Lidińka — dodał szeptem. Coś pan tak zapomniał o księciu? Taki