Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do „innych“ mnie porównywasz! Oto jaka nagroda! Tak to szanujesz swego barina!
Zachar nie przestawał płakać, a Ilja Iljicz sam był wzruszony. Obciążając Zachara wymówkami, sam czuł się tak głęboko wstrząśniętym w tej chwili i przekonanym o dobrodziejstwach, jakiemi obsypał swoich włościan, że ostatnie wymówki wypowiedział już drżącym głosem i ze łzami w oczach.
— Teraz idź z Panem Bogiem — rzekł z rezygnacją do Zachara. — Ale poczekaj, podaj mi jeszcze kwasu! W gardle ślina mi zaschła... Sam mógłbyś się domyśleć... Słyszysz przecie, barin chrypi. Oto do czego doprowadiłześ!
Mam nadzieję, żeś swoje przewinienie zrozumiał — mówił Ilja Iljicz, kiedy Zachar kwas mu przyniósł — i, na przyszłość, nie będziesz porównywał mnie z „innymi“. Aby zatrzeć swoją winę, trzeba żebyś w jakiś sposób ułożył się z gospodarzem, ażeby nie zmieniać mieszkania. Ładnie dbasz o spokój swego pana: zdenerwowałeś mnie zupełnie i pozbawiłeś jakiejś nowej może, pożytecznej myśli. Kogoż zubożyłem? Samego przecież siebie, bo dla was poświęciłem się, dla was podałem się do dymisji, dla was siedzę, jak w więzieniu... Ale Bóg z tobą! Bije właśnie trzecia godzina. Dwie godziny jeszcze do obiadu — co można przez dwie godziny zrobić! Nic! A różnych spraw moc. Niech już tak będzie — list przygotuję na następną pocztę, a plan naszkicuję jutro. Teraz położę się trochę... zmęczyłem się bardzo. Spuść rolety i nikogo nie wpuszczaj, ażeby mi nie przeszkadzano... Może na jaką godzinkę zasnę, a o wpół do piątej mnie zbudzisz.
Zachar począł się troskać o Obłomowa: najprzód