Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gwoździe wbić pod obrazki. Duszę z ciebie wyciągnie! Życie obrzydnie... A wydatki, wydatki...
— Przeszłym razem, przed ośmiu laty, około dwustu rubli kosztowało, pamiętam, jak dziś — potwierdził Zachar.
— Ładna zabawka! — rzeki Ilja Iljicz. — A jak dziko mieszkać z początku na nowej siedzibie! Nierychło się przyzwyczaisz! Ja co najmniej przez pięć nocy spać nie będę na nowem mieszkaniu, tęsknota mnie zamęczy, gdy wstanę i zobaczę zamiast tego szyldu tokarza coś innego naprzeciwko. Jeśli przez okno przed obiadem nie wyjrzy ta staruszka z ostrzyżonemi włosami, przykro mi będzie... Teraz chyba sam już widzisz, do czegoś chciał doprowadzić swego barina — a? — spytał z wymówką Ilja Iljicz.
— Widzę — szepnął pokornie Zachar.
— Dlaczegóż więc zachęcasz mnie do przeprowadzki? Czyż siły ludzkie wystarczą, aby przenieść to wszystko?
— Myślałem, że inni także nie gorsi od nas, a przeprowadzają się przecież, to i my moglibyśmy — powiedział Zachar.
— Co? Co? — zdziwionym głosem nagle zapytał Ilja Iljicz, podniósłszy się z fotela. — Co powiedziałeś?
Zachar zmartwił się, nie domyślając się, jaki powód mógł wywołać zdziwienie i patetyczny gest Obłomowa. Milczał.
— Inni nie gorsi! — z przerażeniem powtórzył Ilja Iljicz. — Oto do czego się dogadałeś! Teraz już wiem, że ja dla ciebie wszystko jedno, co — „drugi!“