Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


memu sposobowi życia i przyzwyczajeniom, które nabyłem skutkiem długiego w nim przemieszkiwania. Dowiedziawszy się o tem od mego poddanego, Zachara Trafimowa, że pan oświadczył mu, że zajmowane przeze mnie mieszkanie...
Obłomow zatrzymał się i przeczytał, co napisał.
— Niegładko... — zauważył — dwa razy zajmowana... która zbyteczna?...
Coś szeptał i przestawiał wyrazy. Wypadło, że „który" może się odnosić także do piętra. Począł myśleć i poprawił wreszcie. Przekreślał jedne, wstawiał inne wyrazy. Ciągle wydawało mu się, że to co napisał jest albo bez sensu, albo niegładko wyszło.
— Ani rusz poprawić! — rzekł niecierpliwie. — Czort z nim, z listem! Mam sobie głowę mitrężyć takiem głupstwem! Odzwyczaiłem się zupełnie pisywać listy w interesie. Już blisko trzecia godzina.
— Zachar, masz!
Przedarł list na cztery części i rzucił na podłogę.
— Widziałeś? — spytał.
— Widziałem — odpowiedział Zachar, zbierając kawałki papieru.
— Daj mi przeto spokój z mieszkaniem! A to co masz w ręku?
— Rachunki.
— Ach, Boże mój! Ty mnie zamęczysz zupełnie! Ile tam, mów, prędzej!
— Rzeźnikowi 85 rubli 54 kopiejki.
Ilja Iljicz w ręce klasnął.
— Zwarjowałeś chyba! Tylko rzeźnikowi taką masę pieniędzy!
— Od trzech miesięcy nic nie płacono... zebrało