Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wpatrywał się w tę twarz, minąłby ją zamyślony i z uśmiechem.
Cera twarzy Ilji Iljicza nie była ani rumianą, ani smagłą, ani bladą — nijaką, poprostu, może dlatego Obłomow osunął się, postarzał się przedwcześnie, czy wskutek braku ruchu czy powietrza, a może jednego i drugiego. Wogóle ciało jego, sądząc według przyciszonej białej barwy szyi, małych nieco obrzmiałych rąk i również białych ramion, wydawało się w mężczyźnie zbyt wypieszczonem.
Ruchy jego, nawet gdy był wzburzony, odznaczały się pewną miękkością i powolnością, nie pozbawioną estetycznego wdzięku. Gdy z duszy wysuwała mu się na twarz chmura trosk, wzrok jego zamącał się, na czole zjawiały się fałdy, a twarz wyrażała kolejno wątpliwość, smutek, lęk nawet, ale rzadko wzburzenie takie objawiało się w formie określonej myśli, a jeszcze rzadziej przeobrażało się w stały jakiś zamiar. Wszystko kończyło się westchnieniem, apatją i niby półsennością.
Ubranie Obłomowa odpowiadało zupełnie jego spokojnemu wyrazowi twarzy, jego wydelikaconemu ciału. Miał on na sobie szlafrok z prawdziwej perskiej materji, prawdziwie wschodniego typu, bez najmniejszego podobieństwa do Europy; nie posiadał żadnych kutasów, aksamitów, żadnych zagięć, ale był tak obszerny, że Obłomow mógł dwukrotnie owinąć się nim. Rękawy, stosownie do mody azjatyckiej, szły szeroko od palców ręki do ramienia. Chociaż szlafrok ten utracił zczasem świeżość swoich barw, a nabrał natomiast brudu, zachował jednak w zupełności swój charakter wschodni i doskonałość materji.
Szlafrok ten posiadał w oczach Obłomowa nie-