Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i bardziej nieprzystępną. Z powodu jej swarliwości i złośliwości niepodobna z nią długo przebywać było. Dosyć ją było zobaczyć na ulicy z krzywą i kapryśną miną, kręcącą nosem na świat cały, ażeby nabrać stosownego pojęcia o różnych jej zaletach.
Otóż zdarzyło się, że pewnego dnia młódka w większem, niż zwyczajnie, rozdrażnieniu, do domu powróciła. Usiadłszy obok swojego wuja, chrząkać i wzdychać poczęła.
Pan Fresco, spostrzegłszy to, rzekł:
— Cóż to znaczy, Cesco, że dzisiaj, w dzień świąteczny, tak prędko do domu powróciłaś?
Na co młódka, pocieszne grymasy czyniąc, odparła:
— Wróciłam tak rychło, bo nie zdarzyło mi się nigdy jeszcze w tem mieście tylu obrzydliwych mężczyzn i kobiet naraz spotkać, co dzisiaj. Ani jednej istoty znaleźć nie mogłam pomiędzy tłumem przechodniów, któraby mi wstrętną nie była. Nie sądzę, aby istniała na świecie druga białogłowa, którejby było równie trudno, jak mnie, patrzeć na brzydkie oblicza.
Fresco, któremu niedorzeczna próżność siostrzenicy zbytnio już we znaki się dała, odrzekł z powagą:
— Moje dziecko, skoro widok szpetnych osób tak cię drażni, to, jeżeli chcesz mieć spokój, unikaj przeglądania się kiedykolwiek w zwierciedle.
Cesca, której się wydawało, że dla swej mądrości z Salomonem w paragon wchodzićby mogła, nie pojęła przymówki swego wuja i z baranim spokojem odparła, że nie widzi przyczyny, dlaczegoby się w zwierciedle przeglądać nie miała.
Tak oto, dzięki tępocie swego umysłu, pozostała głupią i próżną na całe życie.