Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Niechaj ten, co to uczynił, drugi raz już nie ma do podobnego uczynku śmiałości. Teraz zasię idźcie z Bogiem.
Ktoś inny na miejscu króla kazałby służbę łamać kołem, brać ją na różne pytki, wypytywać się i badać ją; tym kształtem podałby na jaśnię to, co ze wszechmiar w zakryciu pozostaćby było winno. Znalazłszy w końcu winnego i zemstę swoją nasyciwszy, nie zmyłby przez to z siebie hańby, przeciwnie, jeszczeby ją zwiększył, a do tego i żonę osławił.
Ci, którzy słowa jego słyszeli, długo się nad niemi głowili, skrytego ich znaczenia pojąć nie mogąc.
Zrozumiał je jeno ten, kogo dotyczyły.
Masztelarz miał dość rozumu na to, aby za życia króla z tajemnicą swoją nigdy się nie zdradzać, a takoż już na podobne azardy więcej się nie ważyć.