Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzieli. Wówczas Giachetto obrócił się i wysunąwszy przed króla swego masztalerza i Perotta, rzekł:
— Oto, Wasza Królewska Mość, ojciec i syn; córki, która jest moją małżonką niemasz tutaj, ale jeśli Bóg pozwoli i ją wkrótce obaczycie.
Król, słowa te usłyszawszy, spojrzał na Gualtieri, a chocia ten wielce się zmienił, przecie poznał go wreszcie. Ze łzami w oczach podniósł grabiego z klęczek, ucałował go i uściskał, Perotta zasię z równą łaskawością przyjął.
Później rozkazał, aby grabiemu dano przystojne szaty, zbroję, rumaka i poczet sług. Rozkaz ten w mgnieniu oka wypełniono. Krom tego wiele uprzejmości Giachetto okazał i wypytał się go o całą jego przeszłość.
Gdy Giachetto otrzymał podarki, grabia rzekł:
— Weź te dary od szczodrego króla naszego i nie zapomnij rzec swemu ojcu, że dzieci twoje, moje i jego wnuczęta, nie pochodzą ze strony matki od żebraków i włóczęgów.
Giachetto wezwał do Paryża żonę swoją i matkę. Przybyła tam takoż żona Perotta. Dłuższy czas przebywali w Paryżu, ciesząc się ze swego szczęścia razem z grabią, którego król do dawnych majętności przywrócił i do znaczniejszych jeszcze godności, niż dawniej, go podniósł.
Później wszyscy do domów swoich powrócili. Grabia żył w Paryżu, aż do dnia swojej śmierci powszechną czcią otoczony.