Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Sędzia podesty, człek wielce surowy, wziąwszy go na stronę, do badania przystąpił. Aliści Martellino odpowiadał mu jeno żarcikami tak, jakby nie wiele sobie z tego pochwycenia robił. Sędzia wpadł w gniew i kazał go wziąć na powróz i oćwiczyć, aby zeznanie winy zeń wymusić, a potem posłać go na szubienicę. Gdy go już na ziemi postawili z powrotem, sędzia znów go zapytał, zali słusznie go obwiniają? Martellino, wiedząc, że zapieranie się nie zda się na nic, rzekł:
— Jestem gotów wyznać całą prawdę, Wasza Wielmożność, ale niechaj przedtem każdy co mnie oskarża, powie, gdzie i kiedy mu sakiew ukradłem, później i ja opowiem wszystko, com uczynił i czego nie popełniłem.
Sędzia zgodził się na to ochotnie i oskarżycieli przywołał. Jeden twierdził, że Martellino ukradł mu mieszek osiem dni temu, drugi, że przed sześciu dniami, trzeci, że od kradzieży cztery dni upłynęły; niektórzy zasię upewniali, że sakiew zginęła im dnia dzisiejszego.
Martellino, usłyszawszy to, rzekł:
— Ha, na mą duszę, wielmożny panie, wszyscy kłamią plugawie; łatwie mi jest dowieść tego, jakoże nigdy nie byłem w tem mieście, gdzie zaledwie od kilku godzin bawię. Na nieszczęście poszedłem zaraz do kościoła, aby obaczyć święte szczątki i tam mnie oporządzono naschwał, jako to sami widzicie.
Prawdę słów moich może poświadczyć urzędnik Signorii, który zapisuje do księgi imiona tych, co do grodu przybywają, oraz mój gospodarz. Gdy się upewnicie, że jest tak, jak mówię, nie każecie mnie chyba męczyć i zabijać, folgując tym hultajom. Tymczasem Marchese i Stecchi, dowiedziawszy się, że sędzia podesty okrutnie sobie z nim poczyna i już go na tortury bierze, drżąc o jego los, i tak do siebie mówić jęli: — Na ładnyśmy fortel wpadli, wyciągnęliśmy przyjaciela z patelni, po to, aby go w ogień wrzucić!
Nie mieszkając, pobiegli do gospodarza i opowiedzieli mu, jak się sprawa miała. Ów, wyśmiawszy się należycie, powiódł ich do niejakiego Sandra Agolanti, który mieszkał w Treviso i wysoką godność u podesty piastował. Opowiedziawszy mu wszystko szczegółowie, prosili go, aby się nad nieborakiem Martellinem zmiłował. Agolanti, śmiejąc się z całego serca, udał się do podesty i tyle wskórał, że zaraz posłano po Marteliina.
Wysłańcy znaleźli go stojącego w koszulinie przed sędzią i drżącego ze strachu. Sędzia był głuchy na wszystkie wywody; żywiąc zasię jakiś wielki