Strona:PL George Gordon Byron - Manfred.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co raz wyżéj, i wyżéj ku niebu szybujesz!...
............
Jużeś zniknął! wpłynąłeś w ulotne lazury,
Zkąd okiem błyskawicy zdobycz wypatrujesz
Na ziemi i na niebie!.....

Ach! jak tu czarownie,
Tu, w tym świecie widomym! On bosko jaśnieje
W skutkach swych, w swéj przyczynie!.. Czemuż tak potwornie
Śmiertelny w pośród cudów przyrody szaleje?...
Panem ziemi nazwany, ten potwór pół boga,
Pół procha!... Ni czołgać się, ni latać nie zdolny!...
Między dwoma żywioły jaka wojna sroga;
Słabością swego ciała pogardza duch wolny?
Tam duma, tu nikczemność! — i tak aż do grobu!
Tam najwspanialsze cele, tu, podłe przywary;
Ważąc jedne nad drugie, zawsze bez sposobu;
Nawet bez skutku, aż się przepełni brzeg czary,
Roztrzaska się skorupa,... śmierć zaciśnie oczy,
Człowiek stanie się... o czém ze drżeniem wspomina
Przed światem, i przed sobą!...

(W oddaleniu słychać głos pastuszéj fletni.)

O głosie uroczyysty!
Pieśń ta boskiéj prostoty czasy przypomina,