Strona:PL George Gordon Byron - Manfred.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SCENA DRUGA.
(Manfred na szczycie góry Jungfrau. — Zaczyna świtać.)
MANFRED.

I duchy mnie odstąpiły!...
Zjawisk nadprzyrodzonych zawiodły mnie księgi;
Zamiast mi ulżyć, jeszcze ranę rozdrażniły.
Precz mocy czarodziejska, marne twe potęgi!!!...
Cóż po tobie? gdy przeszłość nie w twojem władaniu,
A o przyszłość ja niedbam, aż dni upłynione
Nie runą w zapomnienie w przeszłości skonaniu;
W odmęcie zatracenia wiecznie pochłonione!

O ziemio matko moja! o ty dniu wschodządzący,
Wy Alpy niebotyczne; jakżeście wspaniałe,
Wonne wasze oddechy niesie świt wstający;
Już i dla was uczucia serce me zmartwiałe
Nie znajdzie; — i ty, jasne, żywe oko świata,
Otworzone dla wszystkich, radośnie witane
Zewsząd, czmuż twój promień do mnie nie dolata?...
............
Rzucam wzrok mój, z wierzhołka téj posępnéj skały
Leci w otchłań; zaledwie gdzieś tam zatrzymany