Strona:PL Gabriela Zapolska - Żabusia. Dziewiczy wieczór.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Moja Żabcia! nasza Żabcia. To ta Mańka winna, że się dałem obałamucić, bo to panna prawdomówna, nigdy niby nie kłamie, więc mnie jakby obuchem w łeb... uwierzyłem... Ej wy baby! komedyantki!... a jak to gładko kłamią!... Jezu miłosierny!... (Chwila milczenia). Cóż obie nic nie mówicie? Takie jesteście kontente, że wam się udało i żeście mnie zwiodły? Tylko niech to będzie raz ostatni, bo jak Boga kocham mogło się stać nieszczęście. Ja byłbym się wypłakał a potem się do ciebie wziął... ty... Żaba... to byłyby z ciebie kosteczki nie pozostały... Tylko mnie to cieszy, że Mańka widać do zdrowia wróciła, skoro jej się żarty trzymają... A to jak Boga kocham koncepta... a to koncepta... Ale dzięki Bogu, że Mańka w figle się bawi. To dobry znak, widać zdrowie wraca... dzięki Bogu... dzięki Bogu...

(Całuje siostrę i garnie ją do siebie — drugą ręką tuli Żabusię. Dzwonek).



SCENA IX.
Ciż sami, FRANCISZKA, MILEWSKI, MILEWSKA, NIAŃKA, MAŁA JADZIA.

Marya (na przedzie sceny do siebie). Nie mogłam inaczej uczynić!

Milewska (wchodząc). Czy jest tu panna Marya? Wstąpiłam do pani i nie zastawszy jej, przywiozłam z sobą Jadzię...