Strona:PL Gabriela Zapolska - Żabusia. Dziewiczy wieczór.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

ka na pańskie wyjście. Mój mąż jest tak dobry, że chce pana przeprowadzić... niby swojego znajomego... który był u nas z wizytą... rozumie pan?

Bartnicki. Zechciej mnie pan wziąć pod ramię i chodźmy, jak dwaj przyjaciele...

Julian. Doprawdy... nie wiem czy powinienem...

(Na głos Juliana, Marya odwraca się szybko).


Marya. O!

Julian. To pani?...

Bartnicki. Znacie się?

(Chwila milczenia).


Marya (z wysiłkiem). Nie... ja nie znam tego pana.

Bartnicki. Chodźmy! tylko z fantazyą, mój młody panie! Idziesz zemną... więc ja ręczę, że ci się nic złego nie stanie.

(Wychodzą Bartnicki i Julian).



SCENA IX.
ŻABUSIA, MARYA, później FRANCISZKA.

Żabusia (przy oknie). Wychodzą z bramy!... jak babcię kocham, wychodzą!

Marya (na przodzie sceny). On!... on!...

Żabusia (biegnąc do kuchni). Franciszko!... Franciszko!

Franciszka. Słucham pani!