Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zanim doświadczenie zupełnie się nie uda. Potem zato, jak kiedy wróci do Misselthwaite, wejdę nagle do jego pokoju i powiem: «Oto jestem, tatusiu; jestem taki, jak wszyscy chłopcy. Jestem zupełnie zdrów i wyrosnę na dzielnego człowieka. A stało się to przez doświadczenie naukowe».
— Twój tatuś pomyśli, że to sen — zawołała Mary. — Oczom swoim nie będzie chciał wierzyć.
Colin uśmiechnął się triumfująco. Nakazał sobie uwierzyć, że będzie zdrów, co rzeczywiście było już połową wygranej. Podtrzymywała go zaś więcej, niż wszystko, myśl o ojcu, co powie, jaką minę zrobi, gdy dowie się, że ma syna zdrowego i prostego, jak synowie innych tatusiów. Jednem z najstraszniejszych utrapień jego za owych smutnych, beznadziejnych dni przeszłych była jego bezsilna nienawiść do swego chorobliwego stanu, który mu miłość ojca zabierał.
— Wtedy tatuś będzie musiał uwierzyć — powiedział. — Jak czary już swoje zrobią i będę zdrów, to jednem z pierwszych ćwiczeń, zanim się wezmę do odkryć naukowych, będzie atletyka.
— Za tydzień, dwa, to się panicz weźmie do boksowania — rzekł Ben Weatherstaff. — Skończy panicz na tem, że w atletyce zdobywać będzie pierwsze nagrody w Anglji.
Colin spojrzał na niego surowo.
— Weatherstaff! — zawołał. — To brak uszanowania. Nie wolno wam się poufalić dlatego tylko, że dopuszczeni jesteście do tajemnicy. Choćby czary największą siłę mi dały, nie będę zawodowym atletą. Będę badaczem naukowym.
— Przepraszam, bardzo przepraszam, sir — odparł Ben, dotykając czoła w ukłonie. — Powinienem był wiedzieć, że z tego żartować nie wolno — lecz niemniej wesoło mrugał małemi oczkami i ubawiony był serdecznie. Chętnie zniósł i to natarcie uszu, byle jego panicz miał siły ciała, umysłu i serca!