Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XIII.

«JESTEM COLIN».


Mary zabrała z sobą obrazek, gdy do domu na kolację wracała, i pokazała go Marcie.
— No, patrzcie! — rzekła ta z dumą. — Nigdym nie myślała, że nasz Dick taki sprytny. To przecież mysikrólik w swojem gniazdku — taki duży, jak żywy, a jeszcze raz tak prawdziwy.
Wtedy Mary zrozumiała, że Dick chciał, by ten obrazek był symbolem. Chciał powiedzieć, że może być pewna, że jej dochowa tajemnicy. Ogród tajemniczy był jej gniazdkiem, ona zaś była mysikrólikiem. O! jakżeż lubiła szczerze tego dziwnego, prostego chłopca!
Zasnęła zdrowym snem w nadziei, że Dick niezawodnie przyjdzie zaraz nazajutrz.
Lecz nie mogła nigdy przewidzieć, jakiego pogoda figla spłata w Yorkshire, szczególnie w wiosennej porze. Mary obudził w nocy odgłos ciężkich kropli deszczu, bijącego w szyby. Lało jak z cebra, a wicher wył i zawodził po kątach i kominach wielkiego, pustego domu. Mary usiadła na łóżku bardzo nieszczęśliwa i zła.
— Ten deszcz to taki przekorny, jak ja dawniej byłam — rzekła. — Przyszedł, bo wiedział, że go nie pragnę.
Rzuciła się na łóżko i twarz ukryła w poduszki. Nie