Strona:PL Fr Rawita-Gawroński - Taras Szewczenko i Polacy.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


FR. RAWITA GAWROŃSKI.
TARAS SZEWCZENKO I POLACY

(DOK.)

Po powrocie z wygnania i po zrzuceniu z siebie szyneli żołdackich, zarówno Sierakowski jak i Zaleski, gorliwie wyzyskiwali stosunki swoje towarzyskie, aby zjednać sympatje dla Szewczenki i przyspieszyć jego uwolnienie. Jakkolwiek przyspieszenie nie zależało od nich, przyczynili się jednak nie mało do posunięcia tej sprawy naprzód. Oczywiście, szlachetnie myślący Rosjanie, a szczególnie hr. Aleksy Tołstoj i jego rodzina, gorliwie zajmowali się sprawą wyzwolenia Szewczenka. Nie było to rzeczą łatwą. Chodziło tu bynajmniej nie o ukraiński patrjotyzm poety, ale o obrazę osobistą rodziny carskiej, jakiej dopuścił się Szewczenko, przedstawiając ją karykaturalnie. Car nie mógł tego przebaczyć i z listy zbrodniarzy politycznych, przedstawionej mu do ułaskawienia, własnoręcznie wymazał Szewczenka. Dopiero przy drugim manifeście zdołano złagodzić zakrwawione żalem, serce carskie.
Niewątpliwie, Polacy zakrzątali się koło tego bardzo gorąco — i nic dziwnego: była to istotna chęć niesienia pomocy męczennikowi i wyzwolenia z niewoli pięknej duszy poety, miotającej się tam w smutku, żalu i rozpaczy. W jednym z listów do Szewczenki, Zaleski tak pisze: co ci mam mówić? Oto od sześciu tygodni jestem między swoimi, oddycham powietrzem rodzinnem, patrzę na łąki i gaje, na wszystko co drogie sercu memu, na twarze przyjaciół i krewnych. Szczęśliwy jestem jak nigdy w życiu nie byłem. Ale czyż mnie wypada mówić o szczęściu tobie, biednemu męczennikowi. Byłoby to wszystko jedno jak gdybym zdaleka pokazywał chleb głodnemu. O, mój przyjacielu! Jakbym ja pragnął podać ci kęs tego chleba, oglądać ciebie na łonie rodziny, śród swoich, których tak szczerze kochasz. Wyobraź sobie, gdym wrócił, powitały mnie cztery pokolenia. Jakie piękne typy dziecięce dla artysty. Dzieci jednej siostry — wszystkie czarnookie, drugiej — z błękitnemi, jak niebo, oczętami. Ty kochasz dzieci. Mówiłem im nieraz, że mam starego przyjaciela, podobnego do św. Piotra, a oni pytają: kiedyż twój przyjaciel przyjedzie? Oczekują ciebie, mój przyjacielu i modlą się o twój powrót, jak się o mój modlili. „Warnak“, przygotowany do druku, znajduje się u Sowy. (Wrzesień 1856).[1] W innym liście pisze: „Zygmunt (Sierakowski) zawiadamia mnie, że widział podanie o uwolnienie ciebie.“[2]
Sierakowski, opuszczając Orenburg w jesieni 1855 pisał do Szewczenka: „Bat’ku! Jest to rok radości i szczęścia; dzisiaj słońce nasze podniosło się na niebie do zenitu i nas też ogarnęło szczęście, najwyższe, możliwe w Orenburgu. Bronisław (Zaleski) zupełnie uwolniony i przed pierwszym czerwca wraca do naszej ojczyzny kochanej. Czekam na niego. Pojedziemy albo razem, albo ja go wyprzedzę. Serce, rozum, Bronisław, którego słowo dla mnie święte, wszystko mówi: pierwsza sprawa, bat’ku, twoja![3]) Pan Bóg pobłogosławi moje zamiary i wzmocni je. Żyliśmy ze sobą na Wschodzie i zrozumieliśmy głębokie zaczenie słów: Ałła Ekber — Bóg wielki. W imię Boże jadę do Petersburga i nad brzegi Dniepru. Nie obawiaj się — niezapomnę: Dniepr przypomni mnie o tobie, bat’ku! Pułk, do którego jestem przeznaczony konsystuje koło Ekaterynosławia, nad brzegami Dniepru, na miejscu dawnej Siczy. Przy pierwszej wiadomości o tem napisałem „posłanie“ — otrzymsz je w tym roku. Myśl nie moja, uczucia — moje. Jest to myśl „o złączeniu się współplemiennych braci, mieszkających na obu brzegach Dniepru. Bywaj zdrów“.
PS. Jadę z pełną nadzieją, że los twój polepszy się. Bóg wielki a Car miłościwy. Bat’ku! Wielkim ludziom — wielkie cierpienia. Jednem z największych — to step bezdrożny, pustynia wielka. W pustyni mieszkał śpiewak Apokalipsy, w pustyni i ty teraz mieszkasz, nasz łabędziu!“[4]

Jakkolwiek niewiele powiedzieliśmy o stosunkach Szewczenki z Polakami, a właściwie, z braku materjału nie wyczerpaliśmy tematu, i z tego jednak cośmy przytoczyli łatwo uczciwy czytelnik domyśli się tylko przyjaźni, tylko życzliwości, tylko czci dla jego nieszczęść i wielkiego talentu. Ale inaczej patrzyli na ten stosunek „zemlaki“ z punktu widzenia, że tak powiem, urzędowego, „żandarmskiego“. Pierwszy biograf T. Szewczenki Michał Czałyj staje na stanowisku nie krytyka i psychologa, ale agenta tajnej policji rosyjskiej. Powiada on, że Polacy „zbałamucili“ (oboszli) Szewczenka i okpili.[5] „Posługując

  1. Pisma M.Czałyj: Żiźń i proizwiedienija Tarasa Szewczenka. Kijew 1882 str. 83.
  2. Pisma M.Czałyj: Żiźń i proizw. str. 84.
  3. Wyrazy podkreślone w liście.
  4. M. Czałyj: Żiźń i proizw. str. 82.
  5. M. Czałyj był synem drobnego mieszczanina w Nowogródku Siewierskim. Po ukończeniu uniwersytetu zastał nauczycielem w Niemirowie podol., a potem w Kijowie. Wychowany w biedzie i nędzy, cenił wysoko ten mierny dobrobyt materjalny, jaki zdobył. Z tego też powodu był wiernem narzędziem w ręku rządu, któremu wysługiwał się, demoralizując swoimi wykładami dzieci polskie; ośmieszał ich w oczach naród polski, a w szkole Rosjanom dla rozbudzenia nienawiści, a Polakom dla upokorze-