Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po stronie waszych szczęśliwości stali,
A wszelki blask co się pali
Złośliwym wpływem, z dróg ich precz był wzięty....
Nigdy podobnej nie znał świat ponęty!
Rozkosznym dreszczem drżała ziemska bryła —
Wiał z wód i wiatrów duch przedziwnie młody —
Alić, wśród chwil tych pogody,
Na widnokręgu chmurką mię strwożyła
Łez gorzkich wróżbą, którą Bóg jedynie
Odwrócić zdolny, gdy Litością skinie.

Zstąpiwszy w byt nasz lichy, w którym była
Przeczystą perłą w szczere wziętą złoto —
Rzecz nie do wiary — lecz oto
Już nawet w lata swoje niemowlęce
Nadprzyrodzoną zdała się istotą,
Którą Miłości niezmożona siła
Ku pocieszeniu nam zsyła.
Cobądź dotknęły stopy jej lub ręce,
Wszystko się zdało służyć tej Panience:
Na jej spojrzenie błonia w kwiat się stroją —
Jej uśmiech niwy od nawałnic broni —
Słowem, skinieniem swej dłoni
Złośliwość wszelką gnie pod władzę swoją;
By znał oślepły świat wśród głuchej ciszy,
Jakie jej z Niebios światło towarzyszy.

Potem, gdy owo dziwnych cnót pąkowie
W kwiat się młodzieńczy zwolna przeistoczy,
Piękności równie uroczej
Nie oglądano nawet w snów krainie!
Gdzież równie skromne w swej pogodzie oczy?
Gdzie zbawcza Mądrość w równie słodkiej mowie?
I jakież słowo wypowie
Szczęśliwość, która w świat bywało płynie
Wprost z Niebios przez nią? Ty sam wiesz jedynie,
Któryś wdziękami duszy jej i ciała
Do głębi płonął: że ta córa słońca,
Swej równej mieć nie mogąca,
Sennem się niemal przywidzeniem zdała —