Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Do mnie, którego wie, że uszczęśliwi —
I to jest pierwsza doli mej pociecha.
Drugą jest słodkie jej miano,
Które w mem sercu dźwięczy jak najtkliwiej.
O! tak jest — tem ona żywi
Otuchę we mnie, która bólem zbladła.
Z kwiatem jej życia opadła!
Miłość to moja zna, i mam nadzieję
Laura też, która Wiedzą Prawd istnieje.

O białogłowy! coście podziwiały
Wasz z nią stosunek najtkliwszy.
Mimo, że do was z Niebios zeszła błogo —
Niech wam mnie będzie żal, nie tej, co z Chwały
Doczesnej w Wieczną wstąpiwszy,
Chce bym był, bez niej będąc, bez nikogo!
Tak, że jeżeli jej drogą
Pójść z nią nie mogąc, duch mój tu zostawa.
Tylko Miłości to sprawa,
Że dni mych wątku nie śmiem tknąć niezwłocznie —
Gdyż oto z ust jej taką mam wyrocznię:

— Okiełznaj boleść co twe męstwo kruszy,
Bo zbytkiem żądzy się traci
Raj upragniony, a w nim — pomnij przecię
Ta, którą sądzisz zmarłą, zwlokłszy z duszy
Szatę swej ziemskiej postaci,
Już tylko tobą tęschni w lepszym świecie —
I jeśli tu jest poecie
Lżej, gdy jej pamięć nieustanie chwali,
Błaga cię, aby i dalej
Sławić ją serca było ci potrzebą,
Jeśliś w jej oczach czytał kiedy Niebo!

W pogodę, w ustroń majową,
W wesołość która o cierpieniach nie śni,
O! nie chodź, moja ty pieśni!
Bo nie dla ciebie śmiech, ni płoche słowo,
Niepocieszona w czarnej szacie wdowo! —