Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/207

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Ten, co jest panem smutnej doli człeczej?
    Bo mi się zdaje najprościej:
    Bym choć nareszcie poniósł z rąk Litości
    Śmierć pożądaną, która z cierpień leczy!

    Pieśni! choć śmiercią cię wieńczę,
    Chcę żyć do końca — by mię wstyd nie było
    W ucieczce zejść się z mogiłą.
    Więc precz odemnie żądze te szaleńcze!
    Wiedz wszakże Miłości jeńcze
    Który to czytasz: iż świat nie ma cały,
    Dóbr, coby spłacić nędzę mą zdołały! —



    Sonet 173.
    Do Rodanu, zdala od Laury.


    O rwista rzeko! co z Alpejskiej żyły,
    Po przez wyżarte wśród granitów łoże,
    W tę stronę dążysz, gdzie przez sądy Boże
    Mnie Miłość wiedzie, ciebie nurt pochyły,
    Wraz ze mną, błagam, naprzód mknąc co siły,
    Zmęczenia nie znaj — lecz, nim spłyniesz w morze.
    Wstrzymaj się chwilę tam, gdzie w każdej porze
    Tchnie z świeżych smugów Lauru zapach miły!
    Tam żywe słońce bijąc z lic mej dziewy,
    W kobierzec kwiatów stroi brzeg twój lewy
    O! może ona tęschni: żem nie przy niej?
    Ucałuj stopy jej lub rączkę białą.
    I powiedz za mnie: — Człek, co może czyni —
    Cóż — gdy ochotny duch, lecz mdłe jest ciało! —



    Sonet 174.


    Urocze wzgórza! gdziem istnienie moje
    Zostawił, pomnę, gdym się odjął w szale
    Z miejsc, z których zbiegłszy, nie doznałem wcale
    By mię odbiegły serca niepokoje —
    Waszych uroków dziwnie ja się boję!
    Boście mi nigdy nie odległe, ale
    Bliższe, im więcej od was się oddalę —
    Więc w was ja wiecznie wracam jak w ostoję!