Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lub tam znów kędy siedzą, ludzie, którzy
W jednakiej mierze mają noc i słońce;
Czy w górę wzlecę, czy się w dół otrącę,
Czy mi pogodne niebo, czy się chmurzy —
Czym we dnie, w nocy, w ciszy lub wśród burzy —
W młodzieńcze chwile, czy w zapadające —
Myśl moja w Niebie, czy w otchłaniach będzie,
W górze, w dolinie. w mylnych dróg obłędzie —
Rozniećcie męztwa siłę w niej. lub zgaście —
Wznieśćcie ją w Chwałę, strąćcie w mgły przepaście —
Tenże sam we mnie zawsze duch, i wszędzie
Tchnie tem, czem nawykł tchnąć już lat piętnaście!—



Sonet 114.
Do Laury.


O duszo słodka! zdobna wszelką cnotą!
O której tyle dźwięczą moje pieśni.
W której uroków wątek, jak najwcześniej
Nieba przedziwną doskonałość wplotą —
Czemuż twe lica przypodobam? — oto
Liliom i różom, jakich dusza nie śni —
I Aniołowie tobie są rówieśni.
Którym skroń zdobi promieniste złoto.
Z twojemi chwały gdy pieśń z ust mych wzlata.
Radbym, by mogła mieć u stóp, jak słońce,
Don, Nil i Olimp — aż po świata końce!
Lecz — iż nie może wszystkich części świata
Zbiedz, niech więc dźwięczy w stronie, którą dzieli
Apenin, w pośród Alp i mórz topieli. —



Sonet 115.


Gdy duch posłuszny nazbyt żądz ostrodze.
Acz go wędzidło od złych natchnień strzeże,
Nie rad jest we mnie wytrwać w zwykłej mierze,
Chcąc by choć westchnień zwolniono mu wodze;
Wtedy tę przy mnie pełną łask znachodzę,
Która mi z czoła myśl mówiącą szczerze,
I powściągliwą Miłość z serca bierze,
I prawdę z oczu zawstydzonych srodze.