Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I któż da wiarę, że są klęski owe
Z ciebie, coś razem męką mą i chwałą?
Twej bowiem twarzy słońce, oczu groty,
Własnych zaś żądz mych żar i myśli burza,
Miłości sprawą, w niwecz mę dręczycie!
Tylko, że spodka boleść mej tęschnoty
Ma ulgę w pieśniach, gdyż się w nich wynurza
Boska cześć Lauru w którą wkładam życie. —



Sonet 104.


Nie ze mną pokój, choć nie dla mnie boje —
Rzeźwieję, wątpię, płonę, chłodnę, kwilę —
To w niebo lecę, to lgnę w ziemskim pyle —
Świat cały garnąc, sam jak w pustce stoję.
Anim pod kluczem, ni mi wszerz podwoje —
Ni mię przy sobie trzyma, ni choć tyle
Puszcza, bym wolnym był, lub legł w mogile —
Ni dba o śmierć mą, ni o życie moje.
Wbrew oczom patrzę, wołam próżen mowy —
Sam zginąć pragnąc, o ratunek proszę —
Niecierpiąc własnej, kocham inną duszę —
Przez łzy się śmiejąc, w mierze jednakowej,
Życia, jak śmierci, wstrętne mi rozkosze —
I takim Pani! z woli twej być muszę! —



Canzona XVIII.


Mam pewność, że w żadnej dobie,
Ani gdzieśkolwiek także, nie znajdziecie
Takiego bytu na świecie
Jak istność tego, co Miłością płonie!
Tylko we Wschodniej jest stronie
Ptak, co precz mając towarzyszkę lubą,
Sam, dobrowolną się zgubą,
Niby w kolebkę nową, kładzie w grobie
Tak też samotna jest w sobie
I moja żądza, co w słoneczne szczyty
Swych myśli Boskich sercem lecąc rada,
Ich się działaniem rozkłada,
Tak, że nareszcie, duch istnienia syty,
Płonie, umiera i znów bierze ciało —
I jak on Feniks żyje Wieczność całą.