Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziś serca mego udręczeniem straszę?
Gdzież słodkie dźwięki te wasze,
W których wybiegał mi z łona
Laury mej obraz dziewczęcy?
Dziś już nie umiem jej więcej
Odtworzyć w duszy, która z bólu kona...
O! gdyście wy się rozwiały,
Jakżem ja osamotniały!

Jako słów pierwszych dopiero
Dziecina ucząc się mała,
Mówić nie może, milczeć zaś nie umie —
Tak i ja, mimo chęć szczerą,
Chcąc by mię Laura słyszała,
Miłosnych myśli w piersi mej nie stłumię.
Och! byle tylko w swej dumie,
Siebie kochając jedynie,
Wszystkiem już nie pogardzała!
O! niech Wokluzy choć skała
Rozgłosem westchnień moich tak opłynie,
By w świat rozniosły jej echa,
Jaka mi z tego pociecha!

Wie to jej wdzięczna dolina,
Że rzadko trawka nakłoni
Pod lżejszą stopę swoją ruń wiośnianą.
Ztąd jest pociecha jedyna
Sercu, gdy zwraca się do niej,
Z nią się podzielić myśli swych wymianą.
Bowiem jej jednej jest dano,
Wiecznie zachować te ślady,
Które w niej Laura wygniecie,
Abym w łzach moich, miał przecię
Gdzie się ukoić, gorzkim smutkiem blady —
Gdyż się pociesza jak może
Dusza w swej błędnej pokorze!

W świat patrząc owemi szlaki,
Wszędy się słodko rozrzewnię
Myśląc: — Przebiegał wzrok jej to ustronie! —