Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wieniec zaplatam rymy, to znów kwiaty,
O nic nie dbając w duszy mej zachwycie —
O nic dla siebie. Tak to wstręt do ludzi,
W mej piersi wzdętej wszelką żądzę studzi
Za szczęściem gonić marnem, lub za chwałą!
Dwóch tylko rzeczy chęć mi w myśli stawa:
Ażeby Laura była mi łaskawa,
Tobie zaś panie, by się dobrze działo. —



Sonet 92.


Niby tu Laura jest Dafną, o którą poeta walczy z Apollinem, i z jej woli go zwycięża.

Dwóch nas kochanków raz przy Laurze stanie:
Jam był po jednej, a po stronie drugiej
Słońce, wspaniale świetlanemi strugi
W bezbrzeżnym niebios iskrząc oceanie.
I już widziałem nieme urąganie
W twarzy zwyciężcy; alić, w czas niedługi,
W stronę się swego pokornego sługi
Laura z uśmiechem spojrzy niespodzianie.
Wtedy zazdrości pierzchły precz męczarnie,
I wielka radość duszę mą ogarnie;
Mego zaś wroga i współzawodnika
Twarz promienistą boleść wskroś przenika;
Aż wreszcie w chmurnych mgłach utonął marnie,
Zły, że zwycięztwo z rąk mu się wymyka. —



Sonet 93.
W Wokluzie.


Tej niewymownej pełen wskroś słodyczy,
Którą z jej twarzy wzrok się mój weseli,
W chwili gdy radbym stracić go, jeżeli
Coś mniej pięknego ten wzrok ujrzeć życzy,
Szedłem dumając w trwodze tajemniczej
O tem, jak żądza moja, coraz śmielej
Wszystko, co Laurą nie jest, lub z nią dzieli,
Do nienawistnych wrażeń tylko liczy.
Aż więc w dolinę ze wszech stron zamkniętą,
Gdziem zastał ciszy uroczyste święto,
Wszedłem sam na sam z mą miłością stałą —