Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a przy tych oczach czarnych, dość rzadkiem przeciwieństwem, płowe, ze złotawemi odblaski, bardzo bujne włosy. Lubiła się podobać, i widać często w zwierciadło patrzyła, skoro się nieraz na to uskarża poeta: — zwyczajem zamężnych kobiet swego czasu, zasłonę na twarzy nosiła, na co on również narzeka; — stosownie zaś do swego położenia towarzyskiego, wykwintnie, wzorzysto, nawet kosztownie się ubierała, co, że zwracało na nią uwagę, podobnież zazdrośnikowi temu nie mało przeszkadza. Zresztą, szybko przekwitła, — i widać nie musiała twarz jej posiadać rysów posągowych, skoro przed upływem jeszcze lat trzydziestu kilku, śladu już dawnej piękności jej nie było. Kiedy dziwili się przyjaciele Petrarki, jak on mógł jeszcze być jej wiernym, — odpowiadał: — Gdybym w niej tylko wdzięki doczesne kochał, oddawna już miałbym powód ją porzucić. — Poetyczniej zaś wyraża to samo w sonecie 69-m. — Ale bodaj czy nie częściej jeszcze, niż jej wdzięki przemijające, wielbi on w niej powagę, spokój, dziewicze uczucia, skromne obejście, dostojne myśli, szlachetne wysłowienie. Wtedy to nie waha się wyznawać wszem wobec: że jej jednej zawdzięcza nie tylko sławę swoją poetycką, ale i gorącą żądzę wiedzy, poważanie u ludzi, najpożyteczniejsze swoje dążenia i czyny, i wreszcie wysokie społeczne stanowisko. Zaczem, to wszystko na uwagę wziąwszy, niewątpliwie przyznać wypadnie: że jednak niepospolita to być musiała na owe czasy istota.
Teraz jeszcze zważmy wzgląd jeden. Kobieta, od której wiele innych piękniejszemi były — sama w pożyciu domowem niezbyt szczęśliwa — żyjąca w czasach osobliwszej obyczajów płochości — w mieście będącem stolicą zepsucia — z dziwną stałością ubóstwiana przez młodego, powabnego, bardzo już wsławionego poetę — doprawdy chyba kuszoną była jak żaden z Świętych Pustelników. Bowiem nie przypuszczam: żeby się łatwo gdzie zdarzyła taka, której by cnoty nie zachwiało podchlebstwo — cóż dopiero trwające lat dwadzieścia przeszło, i to z rozgłosem sławy na cały świat szeroki. Tymczasem, nie waham się twierdzić stanowczo: że Laura z prób tych wszystkich czystą wyszła. I zgodzi się też każdy, że nieco trudniej jej to wypadło, niż tej niedoszłej kochance Dantego, owej w porę może zgasłej Beatryczy, o której powiedziećby można, że jedynie twarz miała, i u tej twarzy skrzydła do odlotu. Tamta, umarła dla miłości w wieku niemal, w którym Laura żyć dopiero dla niej zaczynała; — więc doprawdy ta ostatnia ma nad nią przewagę wiedzy szczęścia, i walki z wła-