Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chej, zjawia się poecie istota świetlanaJ,w której on nadprzyrodzoną poznaje Dziewicę. Jestto Prawda. Prawda ta. jak się wyżej rzekło, wypowiada mu prosto w oczy rzeczy o nim tak podchlebne, że ktoś drugi powtórzyćby się je zawahał. Petrarka się nie waha. Ale za to w dalszym ciągu, przyznać to trzeba, tego przez Prawdę uwieńczonego człowieka tylu zarzutami obarcza, tak go zawstydza i tak ku ziemi zgina, że może istotnie mniejby było zasługi, gdyby upokorzenie podobne zwykłemu zgotowano śmiertelnikowi. Dzieje się zaś to za wpływem Ś-go Augustyna, który się zjawia w celu wysłuchania wyznań Petrarki, — on, co pierwszy dał z siebie przykład głośnej a szczerej spowiedzi. Rozpoczyna się tedy dziwnie świetna rozprawa, nie bez udziału ukochanych klasyków, a zawsze z wielką poprawnością stylu i staraniem o brzmiące zaokrąglenia okresów — dziwna mięszanina chłodnych rozumowań z niekłamanemi wybuchami uczucia, popisów naukowych, trzeźwości pojęć i upadków ducha, platonizmu i teologii, wykrętnej sofistyki i szczerości przekonań. Ś-ty Augustyn uosabia tu niby zaniepokojone sumienie: Petrarka zaś, pychę ziemską, szukającą wybiegów, sposobu obchodzenia zarzutów, łagodzenia win, a zwłaszcza stawiania się ile można w obronie zagrożonego majestatu miłości własnej. Kończy się wszystko skruchą, przyznaniem błędów i błaganiem o łaskę, — ale więcej to wygląda na zaokrąglenie retoryczne, niżeli na głęboki żal za grzechy i obietnicę poprawy. — Taką jest treść sucha. Powtarzamy jednak, — właściwa spowiedź leży tu nie w tem co wypowiedziano, ale w sposobie w jaki to wypowiedziano; wtem co zapewne ukryć chciano, a co samo się zdradziło; w tych tysiącznych naiwnościach, niedopowiedzeniach, przemilczeniach, — nie bronieniu tego co samo słabością własną się pobiją, bronieniu zaś rzeczy, które i bez tego silnie stoją. Jednem słowem, szczerość, wygląda tu jakby jakoś nazbyt obmyślana.
Dziwneż bywają spowiedzi podobnych koleje! Mniema człowiek pomnik sobie gotować, choćby niekoniecznie marmurowy albo brązowy, ale zawsze taki, na jaki w przekonaniu swojem zasłużył. Więc stawa do niego jak może najkorzystniej. Przyjrzał się sobie bacznie, zda się o niczem nie zapomniał; uwydatnił nawet niektóre braki, bo któż jest bez ale, — i tak uspokojony, sądzi, że przekazuje potomnym klucz od skarbów swego serca. Na nieszczęście, życie nie jest ubiorem od święta, i tak jak człowiek nagim wyszedł z matki łona, tak i w nagości Hiobowej do ziemi wraca, — mniejsza już: w mogiłę czy w grobowiec...