Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rozgrodzi płot, i w łan się worze —
A gdzie niewiasty braknie doma,
Tam człowiek biedny przyjść się sroma,
Bo z niczem odejść może.


379.

Jesień ma w oczach łzy, bo przecię
Wprzód wiosną była, i pamięta:
Jak ją witały ptaszęta,
Gdy szła z uśmiechem przez kwiecie —
A dziś, ta dola, już na świecie
Na zawsze jest jej odjęta.


380.

Nie mów: że Dobroć z wichrem się szamota,
Nie słusznie cierpiąc, zanim Rajskie Bramy
Śmierć jej otworzy — skoro oglądamy
Złość, wśród powodzeń wszelkich sytą złota.
Jednaką obie wzięły część — bo Cnota
Zapłatę ma w sobie samej.


381.

Nie wszystkich kochaj równo. Bo, bywało:
Że, taką Miłość o powszednim chlebie,
Świat w grób za życia już grzebie.
Gdyż tylko mądrze kochać bywa z chwałą.