Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A, jeśli, rojąc sen dziewiczy,
Wnet mam ocknienia mieć kobiece,
Kędy nie zgadniesz: jak dalece
Dni się tam jasnych kto doliczy —
To, Mości Miły budowniczy,
Niech cię ma Bóg w Swej Opiece.


251.

Człek przekonania żywi pacholęce,
Gdy tak wysoko swą potęgę ceni,
Jakby był władcą Czasu i Przestrzeni.
Niech, czy ku prawej, czy ku lewej ręce,
W tył, czy przed siebie, chorągiewkę skręcę —
Niemniej od tego wiatr się nie odmieni.


252.

Próżno w bój — o! bracia moi —
Gdy wam nudno jest na świecie,
Czas wyzywać! Toć on przecię
Nie ma broni ani zbroi,
Więc ucieka, bo się boi:
Że zabijać go zechcecie.


253.

Patrz na to w gwiazdy strojne łono!
Pewnie przemożne zasług siły,