Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


146.

Pod jej okienkiem, gdzie cię z chaty
Ona spojrzeniem wabi miłem,
Zwyczajną sobie ziemią byłem.
Aż kiedy we mnie wsiano kwiaty,
Stałem się tak, jak ty, bogaty —
I już nie jestem nędznym pyłem.


147.

Według słów Manu, których Boska siła
Bywa Zbawienia zadatkiem,
Następnem prawem w swej słodyczy rzadkiem,
Prabrama świat nasz obsyła:
— Nie śmiej kobiety, choćby zawiniła,
Uderzyć — nawet i kwiatkiem.

Bo mówi: — Nad jej wstyd i czar niewieści,
Ja sam, w stworzeniu mem całem,
Nic mieć świętszego nie chciałem.
Gdyż ona w sobie ziarno życia pieści,
Pod sercem nosząc przyszłe swe boleści,
I własnem karmiąc je ciałem.


148.

Gdy w dębie, przez Wyroki Boże,
Strzaskana gromem schnie wyżyna;