Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz, że uprzejmy człek wymienia
Za dobre słowo mowę błogą —
To, iżbym nie obraził kogo,
Wiedzcie: że ust mych ciche tchnienia
Każdemu szepną: — Do widzenia!
U krzyża — tam — tą samą drogą!
Bo tylko tak was żegnać mogą...


175.

Gdziebądź w świat cię chęć poniosła,
Bacz, by twoja dobra sława
Była, nie jak szabla rdzawa
Tępa lub też z pochwą zrosła —
Boś bojownik, co z rzemiosła
Zawsze, gdy go wezwą, stawa.


176.

Ani nam w nicość byt się zmieni —
Ani nas w walkach zgnębi trwoga —
Ani nas wchłonie toń złowroga
Z dala od światła w Otchłań Cieni —
Bośmy z szatańskich szpon kupieni,
Za cenę krwi samego Boga.


177.

Człek, co zbytkowną wiedzę ma na pieczy,
Niech wie: że ona nic mu bogactw nie da —
I gdy nań przyjdzie gorzkich zwątpień bieda,
Sam sobie niech on złorzeczy —
Bo kto kupuje niepotrzebne rzeczy,
Z niezbędnych wnet się wyprzeda.


178.

Myśl, nie wśród zgiełku, lecz w uboczy:
Jakbyś, ze sprzecznych serca drgań,
Należną Prawdzie złożył dań.