Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W świetlane tonie,
W tej błogiej stronie,
Którą z mych sennych marzeń znam!

Głos ku mnie tęschny ztamtąd płynie:
— Gdyby być z tobą — nie zaś tu!
O tam! co tchu!
Ku tej krainie,
Którą jedynie
Znam zdawna z błogich marzeń snu!


62.

Słowicze noce! błyskawiczne noce!
W których odemnie wietrzyk nosił do niej
Błogosławieństwo jaśminowych woni,
Podczas gdy w sennej pomroce
Gwiazdka migoce —
Od niepamięci cóż was dziś ochroni?

Słoneczne niegdyś chwile,
Jak blask przewodni
Bijące od niej,
Ledwie mi dnieją dziś tyle,
Co w ziemskim pyle,
Zgaszonej światło pochodni.


63.

Zmrok zapada — tylko jeszcze w dali
Czerwonawy płonie blask przez drzewa.
U mogiły klęczy smutna dziewa...
Wieje od niej ból na wiatru fali...
Ona płacze — ona w głos się żali,
A tuż przy niej słowik dźwięcznie śpiewa.

Słowik śpiewa — a kukułka sprosna
Szydzi z płaczu i przedrzeźnia łkanie.