Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Znów będą
Dawni panować królowie.
Słusznie — tak każdy powie —
Sprawców bezprawia ubili!
Więc nućmy radosnej tej chwili!

ELEKTRA (wróciwszy z izby, na widok Orestesa, który w towarzystwie Pyladesa i służby, niosącej zwłoki Ajgisthosa, wchodzi na scenę).

Zwycięski Orestesie, zwycięskiego synu
Rodzica, co pod Troją dobił się wawrzynu!
Weź z rąk mych tę ozdobę dla twoich kędziorów!
Albowiem nie daremnie z wyścigowych torów
Powracasz! Nie! sprzątnąłeś Ajgisthosa, wroga,
Co twego i mojego zabił ojca!... Mnoga
I tobie się należy nagroda, o dziecię
Najzacniejszego, mówię, rodzica na świecie,
Ty, brata towarzyszu! — i tobie, Pyladzie,
Ma ręka na twe skronie ten o, wieniec kładzie!
I tyś miał równy udział w walce, pełnej chwały!
Oby was w wiecznem szczęściu oczy me widziały!

ORESTES.

Nasamprzód dziękuj bogom, Elektro, gdyż oni
Sprawcami tego szczęścia, a potem niech dzwoni
Pochwała twoja dla mnie. Tak godziwiej będzie —
Ja tylko jestem losów i bogów narzędzie.
Pozatem, nie słowami sprzątnąłem Ajgista,
Lecz czynem. A, by prawda była oczywista,
Przynoszę jego zwłoki. Rzuć je na pożarcie
Zwierzętom, jeśli zechcesz, albo też, otwarcie
Przybiwszy je do słupa, daj ptactwu na strawę,