Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odrzecze na to tamten, — »o ty władco grodu! —
Zbieg jakiś pospolity? Hej! nie masz powodu
Obawiać się z tej strony najmniejszej zasadzki!...
Któż, zamiast doryckiego, da mi nóż ftiadzki.
Ażebym z tego mięsa zgotował biesiadę?
Rozpłatać muszę piersi!« I ręce się rade
Do dzieła znowu wezmą. Ajgisthos wnętrzności
Rozdziela, bada, śledzi, nachylon... Wyprości
Orestes się tej chwili i cios w szyi kręgi
Wymierzy mu, na palcach stojący. Potęgi
Grzbiet króla nie wytrzymie, złamał się pod ciosem
Zadrgały wszystkie członki i śmiertelnym głosem
Jął harczeć powalony. Widząc, co się stało,
Za broń pochwyci służba, narodu niemało
Na dwóch się wraz rzuciło. Ale z mieczem w ręku
Orestes i Pylades bez trwogi i lęku
Odparli chyżo napaść. I brat twój zawoła:
»Nie jako wróg przychodzę do waszego koła,
Do miasta, do sług moich, a jeno mordercę
Rodzica ukarało moje biedne serce!
O nie mordujcie wy mnie, wy domowi słudzy
Ojcowscy!« Co słyszawszy, i jedni i drudzy
Rzucili na bok włócznie. Między domowniki
Był starzec, który poznał Oresta. I dziki,
Radosny wznieśli okrzyk nad twoim młodzieńcem
I czoło mu zwycięskim uwieńczyli wieńcem.
Niebawem sam tu przyjdzie i nie łeb Gorgony,
Lecz głowę twego wroga przyniesie! Skrwawiony
Ajgisthos oto leży, zwyciężon przez brata!
Za krew on krwią zapłacił! Straszna to zapłata!