Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/510

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


HEKTOR (do Chóru).

Jak mógł was tak oszukać pierwszy lepszy złodziej,
Przez wroga szpieg nasłany? Jak mógł hufiec cały
Wygładzić? Zali oczy wasze nie widziały,
Jak przyszli i jak poszli, żeście ich wy, klęski
Tej sprawcy, nie ubili?!... Któż, płodzie niemęski,
Zapłaci mi za srom ten, prócz ciebie? Toć strażę
Nad wojskiem poruczoną-ś miał, a ci zbrodniarze
Uciekli tak bezkarnie, mieczem ani tknięci,
I teraz sobie szydzą, szydzą najzawzięciej
Z tchórzostwa frygijskiego, a i z wodza, ze mnie!
Lecz wiedz to — na Zeusa klnę się niedaremnie,
Że zginiesz mi od knuta, czy też od topora,
Lub podlcem albo zerem świat nazwie Hektora!

CHÓR.

Ajaj!
Ileż spłodziłem ja bólu,
Ileż cierpienia,
Gdym wieść ci przyniósł, potężny ty królu,
Że statki achajskie płoną!
Przez całą, ciężką noc
Jam bez wytchnienia
Z znużoną
Czuwał powieką, ni cienia
Spokoju nie mając wcale!
Na one fale
Simoisowe zaklinam się, książę:
Nie! Nie przezemnie polała się krew,
Niech mnie nie ściga twój gniew!
Jeżeli czynem zawinić ja zdążę
Lub słowem przeciwko tobie,
Żywcem pochowaj mnie w grobie!