Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/458

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


AGAWE.

Czy dobrze członki jego trzymały się społem?

KADMOS.

[Porozrzucane. Leśny skrywał je manowiec.][1]

AGAWE.

Skąd szał nasz opadł także i Pentheja? Powiedz!

KADMOS.

Wam równy był, czcić boga wzbraniał się i za to
Bóg hojnie nam zapłacił — o krwawa zapłato! —,
W jednaki niszcząc sposób nas wszystkich: was, moje
Wy córki, i tego tu i mój dom-ostoję
I mnie, co, pozbawiony męskiego potomka.
Spoglądać dzisiaj muszę, jaka klęska gromka
Raziła dziś ten ród nasz, jak przenieszczęśliwie,
Jak strasznie zginął kwiat ten, wyrosły na niwie
Żywota twego, córko!... O mój wnuku luby!
Podporą-ś mego domu był, a dziś do zguby
Przywiodłaś go, ty drogi mojej córki synu!
Postrachem byłeś wielkim dla naszego tynu,
Lecz nikt przez wzgląd na ciebie nigdy się nie ważył
Urągać mnie, starcowi! Dobrzeby się sparzył!
A dzisiaj snać wypędzon będzie z własnej ziemi
On, Kadmos, wielki Kadmos, co, rękami swemi
Tebański ród zasiawszy, bujne sprzątnął plony!
O wnuku mój jedyny, wnuku mój rodzony,
Najdroższy dla mnie z ludzi, bo choć już na świecie
Nie żyjesz, do najdroższych zawsze cię, me dziecię,
Zaliczać tutaj będę. Już ty mnie za brodę

  1. Wstawka tłómacza. W oryginale wiersz — może z kilku innymi — zaginął.