Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/456

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


AGAWE.

Z posiewów zrodzonego smoczych Echiona.

KADMOS.

A jakie, powiedz, imię waszego jest syna?

AGAWE.

Pentheus, ma i męża pociecha jedyna.

KADMOS.

A z czyjej-że to głowy w ręku krew ci płynie?

AGAWE.

Z łba lwa, tak mi mówiły moje współłowczynie.

KADMOS.

O, przyjrzyj mu się bliżej, starczy mgnienie powiek.

AGAWE.

Co widzę? Cóż ja trzymam?! Wszak-ci to jest człowiek!

KADMOS.

Uważnie mu się przyjrzyj, popatrz, jak należy.

AGAWE.

Największą widzę zgrozę! O bólu macierzy!

KADMOS.

A co? Jak ci się widzi? Co? czy lwa to skronie?

AGAWE.

Nie! głowę Pentheusa dźwigają me dłonie!

KADMOS.

Skrwawioną, nim zdołałaś ją rozpoznać! Rety!

AGAWE.

Kto zabił? Kto dał do rąk nieszczęsnej kobiety?