Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/376

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ORESTES.

Nie tykaj mi się zamków! Tobie, Menelaju,
To mówię, tak jest, tobie, który masz w zwyczaju
Okrutnie się nadymać, lub ci łeb ten wraży
Rozwalę o, tym gzymsem, tem dziełem murarzy —
Dach stary, więc oderwać mi go łatwo będzie.
Daj pokój! Doskonale zamknięte jest wszędzie
Dworzyszcze! O, nie puszczą rygle i zapory,
Jeżelibyś tu wedrzeć chciał się nazbyt skory.

MENELAOS.

Ha! Cóż to?! Zapalone widzę tam pochodnie!
Na dachu, jakby w twierdzy, zamknięci trzej zbrodnie
I miecz nad szyją córki, błysk zabójczej stali!

ORESTES.

Co wolisz? Czy sam mówić, czy mnie słuchać? Dalej!

MENELAOS.

Ni jedno ani drugie, lecz słuchać cię muszę.

ORESTES.

Chcesz wiedzieć? Miecz ten córce twej wypruje duszę.

MENELAOS.

Helenę-ś zamordował, chcesz mord spełnić świeży?

ORESTES.

Niestety! Jakiś bóg ją wyrwał z mych obieży.

MENELAOS.

Mordujesz, potem kłamiesz! Szydy oczywiste!

ORESTES.

Ból sprawia mi to kłamstwo! Gdybym mógł, zaiste —