Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zapada w głąb, natomiast podnosi się nagle,
Jeżeli płótna zwiną, gdyż uporu zbytek
Niemiły jest i bogom i ludziom. Mój wszytek
Do tego zmierza wywód, iż chcę cię rozsądkiem
Ocalić, nie zaś walcząc z złym przemocy wrzątkiem.
Ja siłą cię nie zbawię, choć tak ci się może
I zdaje. Te nieszczęścia, co w takim uporze
Zwalają się na ciebie, nie łatwo ci będzie
Odeprzeć jedną włócznią. W żadnym-ci ja względzie
Nie schlebiał Argejczykom, lecz człek, który w głowie
Ma rozum, słucha tego, co konieczność powie.
(Odchodzi).

ORESTES.

O ty, co bić się umiesz tylko dla kobiety,
W obronie zaś przyjaciół podły tchórz, niestety,
Odwracasz się, uciekasz! Agamemnon-ć za nic?
Opuszczon jesteś, ojcze, zdradzony bez granic,
I ja też jestem zdradzon, straciłem nadzieję!
Co czynić, by ujść śmierci, którą mi Argeje
Gotują? On ucieczką był dla mnie ostatnią.
Lecz oto Pyladesa widzę, duszę bratnią,
Ze wszystkich mi najdroższą! Z fokijskiej tu ziemi
Przybiega! Słodki widok! Pomiędzy wiernemi
Sercami najwierniejsze w nieszczęściu! Tak służy,
Jak statkom cisza morska po przebytej burzy.

Na scenę pospiesznym krokiem wchodzi

PYLADES.

Szybciej, niśli wypadało, zgoniłem ulice miasta,
Usłyszawszy, jak pospólstwo wciąż się zbiera, jak wciąż wzrasta
Zbiegowisko, com tu zresztą na swe własne widział oczy.