Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


WIEŚNIAK.

Jeżeli są w istocie szlachetni, to w chlebie
I płonym zasmakują, tak samo się małem,
Jak wielkiem zadowolą. To powiedzieć chciałem.

ELEKTRA.

Jeżeliś już zawinił, że się z swą chudobą
Narzucasz, to cię proszę: Idź-że i ze sobą
Przyprowadź tu starego piastuna rodzica.
Nad rzeką Tanaosem, tam, gdzie jest granica
Pomiędzy ziemią Argu, a krajem Spartanów,
On stado bydła pasie, przez dzisiejszych panów
Wypędzon z murów miasta. Niechże tutaj stanie
I naszym miłym gościom przyrządzi śniadanie.
Rad będzie i dank złoży bogom, gdy usłyszy,
Iż żyje do tej pory druh tych towarzyszy,
Którego on ocalił. Z ojcowskiego domu
Niczego matka moja nie wyda nikomu —
Przeciwnie, źlić się będzie, jeżeli się dowie,
Że dotąd mój Orestes życie ma i zdrowie.

WIEŚNIAK.

Chcesz, pójdę i starcowi o wszystkiem, co trzeba,
Doniosę. Ty do izby spiesz i kąsek chleba
Przygotuj naszym gościom. Wszakże gospodyni.
Jeżeli tylko zechce, niezgorsze uczyni
Przyjęcie, znajdzie strawę, która spożyć da się.
O jakim takim w domu wszak wiemy zapasie,
By goście choć na jeden dzień się nasycili.
(Elektra wychodzi).
Zważywszy sobie wszystko, widzę ja tej chwili,
Jak wielką moc dla człeka bogactwo posiada:
Ugościć można druhów, znajdzie się też rada.