Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MEGARA.

Pochwała wam, starcowie! Bo któż o tem nie wie,
Że dobrze jest, — jeżeli w sprawiedliwym gniewie
Przyjaciel się uniesie, widząc przyjaciele
Tak srodze pokrzywdzone. Ale nieszczęść wiele,
Ujmując się za nami wobec tego księcia.
Możecie i na siebie, łatwo do pojęcia,
Sprowadzić każdej chwili. Racz, Amfitryonie,
Wysłuchać mego zdania, jeśli-ć chodzi o nie
I jeśli jest do rzeczy. Juścić kocham dzieci —
Bo jakżeż taka miłość człeka nie obleci,
Co zrodził je i z takim wychowywał znojem?! —
I śmierć za złe uważam straszliwe. Lecz w mojem
Mniemaniu wszelki człowiek, co się konieczności
Sprzeciwia, jest niemądry. Umrzemy najprościej,
Jeżeli umrzeć trzeba, jeno nie na stosie,
Ażeby naszym wrogom szydzić zachciało się,
Co dla mnie gorszem jeszcze od śmierci. Naszemu
Domowi winni dużo jesteście, więc czemu
Chcieć hańbić go?.. Tyś w bojach wielką zyskał sławę,
Więc jakbyś śmiercią tchórza pokalać mógł prawe
Swe imię? Mąż mój słynny nie dał że dowodu,
Że woli dziatki rzucić, niż nazwisko rodu
Zostawić im we zmazy. Bo szlachetni ludzie
Boleją, widząc imię swoich dzieci w brudzie.
Przedemną przykład męża na zawsze widnieje!
A teraz rozważ ze mną, jakie są nadzieje?
Przypuszczasz, że z pod ziemi wróci syn twój miły?
Czy na świat kiedykolwiek wrócił kto z mogiły?
A może słowa tego poruszyć zdołają?
Bynajmniej! Trzeba zawsze uciekać przed zgrają
Nieokrzesanych wrogów człowiek gładki zasię