Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z łatwością, co potrzeba, myśmy na pokładzie
Złożyli, tylko buchaj nie chciał żadną miarą
Iść prosto po tarcicach: ryczał, źrenic parą
Płomienie siał dokoła, giął w kabłąk swą postać,
Zezując ku rogowi — na statek go dostać
Nie było w żadnej mocy, nikomu się zgoła
Tknąć nie dał. Wtem małżonek Heleny zawoła:
»O wy, co razem ze mną zburzyliście Troję!
Helleńskiej obyczajem młodzieży na swoje
Pochwyćcie-że go barki i w morze [tej chwili
Wyciągnął miecz swój z pochew] rzućcie, moi mili,
Ofiarę dla zmarłego!...« I po takiem słowie,
Posłuszni rozkazowi, przyskoczą druhowie
Do byka i na burcie położą go radzi.
Bieguna zaś Menelej po szyi pogładzi
I skroni, że na statek z własnej wkroczył woli.
Gdy wszystko na okręcie już się tak zespoli,
Helena, uroczemi przebiegłszy nóżkami
Drabiny one szczeble, siędzie między nami
W pośrodku, a zaś przy niej Menelej, co pono
Już nie żył na tym świecie. Potem całe grono
Po prawej i po lewej siadło, mąż przy mężu,
A każdy miał tajemną nadzieję w orężu,
Ukrytym pod płaszczami. I na zew przy sterze
Zabrzmiała pieśń u wioseł. A kiedy wybrzeże
Nie było zbyt daleko od nas ani blisko,
Zapyta się go sternik: »Na twoje nazwisko,
Przybyszu, zdane rządy na statku. Czy mogę
Zatrzymać się już tutaj, czy też w dalszą drogę
Kierować tę łódź naszą?« »Dosyć już, mój bratku!« —
Odrzeknie ten i z miejsca pójdzie na przód statku
I, biorąc się do rzezi ofiarnego byka,