Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


HELENA.

Człowiekiem-ś bez zarzutu. Brak mi tylko szczęścia.

THEOKLIMENOS.

Od ciebie to zależy, od twego zamęścia.

HELENA.

Nie dziś uczę się miłość odpłacać miłością.

THEOKLIMENOS.

Mam udział wziąć w wyprawie? — towarzyszyć gościom?

HELENA.

Byś sługom, królu, służył, to mi się nie widzi.

THEOKLIMENOS.

Dam pokój. Cóż mi zwyczaj, który Pelopidzi
W swej głowie wymyślili?... Dom mój niezelżony,
Nie przybył wszak Menelej w te nasze tu strony,
Aby wyzionąć ducha... (Do służby) Hej! A jest tam komu
Powiedzieć, aby zaraz wniesiono do domu
Me ślubne podarunki? A niech mi po całej
Ziemicy rozbrzmiewają weselne hejnały,
Święcące przeradośnie Heleny wesele
I moje!... Cudzoziemcze! Rzuciwszy w topiele
Ofiary dla pierwszego małżonka, w te progi
Przybywaj jak najprędzej razem z nią, byś w błogiej
Radości naszej udział wziął i na swe niwy
Powrócił, albo tutaj z nami żył szczęśliwy. Odchodzi.

MENELAOS.

O Zeusie! Zwią cię ojcem i rozumnym bogiem!
Spójrz na nas, z tem nieszczęściem rozłącz nas złowrogiem.
Pod górę pchać musimy ciężkie nasze brzemię,
Dopomóż, podaj palec, a my już na ziemię