Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MENELAOS.

Że z biedą można z lądu falne dostrzedz smugi.

THEOKLIMENOS.

Skąd we czci jest u Greków ten obyczaj? — powiedz.

MENELAOS.

By zwłok znów nie wyrzucił ten morski manowiec.

THEOKLIMENOS.

Dostarczę wam fenickiej, chyżonośnej nawy.

MENELAOS.

To godne Meneleja, żeś nań tak łaskawy.

THEOKLIMENOS (wskazując na Helenę).

A bez niej czyż ten obrzęd nie jest równie łatwy?

MENELAOS.

To matki obowiązek, żony albo dziatwy.

THEOKLIMENOS.

Więc bez niej przy pochowku obyć się nie można?

MENELAOS.

Praw zmarłym nie wydziera żadna dusza zbożna.

THEOKLIMENOS.

Niech będzie! Dobrze dla mnie pobożną mieć żonę.
A teraz w dom odchodzę, aby nagodzone
Zmarłemu przynieść stroje. A i ty z rękoma
Pustemi nie odejdziesz, że tak jest widoma
Życzliwość twoja dla niej. Suknie-ć dam bogate
Na miejscu tych łachmanów i godną zapłatę
W żywności, abyś wrócił w swe ojczyste kraje,
Bo teraz dużo tobie, widzę, nie dostaje.